Moje perpetuum mobile
Czasem wystarczy jedna piosenka, zwykła rozmowa i kilka pasm włosów na podłodze fryzjerni, by człowiek zauważył, że stoi na progu nowego rozdziału. Między tym, co dobrze zna, a tym, co dopiero zaczyna się zarysowywać, powstaje przestrzeń na pytania, które w codziennym pośpiechu często przeoczymy. O zatrzymaniu, zmianach, odwadze zaufać własnemu tempu i szukaniu wewnętrznego spokoju jest też ta historia.
Siedziałam w fotelu fryzjerskim i patrzyłam w lustro. Na ziemię powoli spadały pasma włosów, które przez ostatnie miesiące zmęczyły się tak samo jak moja głowa. Rozmawiałyśmy o życiu, o pracy i o tym, co chcę robić dalej. O pytaniach, na które na razie nie miałam jasnych odpowiedzi.
W pewnej chwili moja fryzjerka puściła nową piosenkę Ewy Farné Perpetuum mobile. Słuchałam słów, śledziłam odbicie kobiety w lustrze i nagle dotarło do mnie, ile energii poświęciłam w ostatnich latach na to, by wszystko ogarnąć, rozwiązać i utrzymać w ruchu. W głowie zaczęły mi się rozplątywać myśli, które długo były poplątane tak samo jak moje zmęczone włosy.
Tam po raz pierwszy poczułam, że ten okres swojego życia chcę zapamiętać. Coś się kończyło, coś nowego dopiero się rodziło, a między tym powstawała przestrzeń, której długo sobie nie pozwalałam. Przestrzeń, by się zatrzymać, odetchnąć i wsłuchać w samą siebie.
Może dlatego powstał ten artykuł. Jako małe przypomnienie dla przyszłej mnie. I może też dla każdego, kto kiedyś znalazł się między tym, co było, a tym, co dopiero przychodzi.
Gdy już nie potrzebujemy biec szybciej
Coraz częściej słyszę rozmowy o pracy. O niedzielnym ściskaniu żołądka przed poniedziałkiem. O zmęczeniu, które nie wiąże się z jednym trudnym tygodniem, lecz z wieloma miesiącami, a czasem i latami. Spotykam ludzi, którzy zostają w tym samym miejscu, mimo że dawno nie są zadowoleni. Rozumiem ich. Mają swoje powody. Rodziny, zobowiązania, obowiązki i odpowiedzialność, której nie da się po prostu odłożyć.
Te rozmowy otwierają we mnie pytania, które teraz zadaję też sama sobie. Jak poznać, kiedy czas wytrwać, a kiedy czas ruszyć gdzie indziej? Kiedy człowiek działa ze strachu, a kiedy z zaufania? I jak poznać różnicę między natychmiastowym rozwiązaniem a decyzją, z którą będziemy w zgodzie także za kilka lat?
Znajduję się w okresie, gdy niektórych odpowiedzi jeszcze nie znam. Zamiast szukać szybkich wniosków, daję im czas. Niektóre rzeczy potrzebują dojrzeć, podobnie jak owoce na drzewie. Nie da się ich przyspieszyć ani zaplanować do ostatniego szczegółu. Pozwalam sobie zostać chwilę w przestrzeni między tym, co się kończy, a tym, co dopiero się rodzi.
Do tej przestrzeni należy też moja droga zawodowa. Przez długie lata zbierałam doświadczenia, uczyłam się nowych rzeczy, prowadziłam projekty i szukałam okazji do wzrostu. W tym nic się nie zmieniło. Nadal wiem, co umiem, jaką wartość potrafię wnieść i że za dobrze wykonaną pracę chcę być uczciwie, także finansowo, doceniona.
Życie nie jest jednak życiorysem.
Doświadczenia, sukcesy i historie zawodowe są częścią tego, kim jesteśmy. Obok nich istnieje jeszcze coś, co nie zmieści się w żaden życiorys. Jak przy swojej pracy się czujemy. Z jakimi ludźmi ją dzielimy. Czy daje nam przestrzeń być sobą i wracać wieczorem do domu z poczuciem, że jesteśmy we właściwym miejscu.
Krok w bok nie jest krokiem wstecz
Może przyzwyczailiśmy się patrzeć na życie zawodowe jak na drabinę. Każda kolejna pozycja powinna być trochę wyżej, każda zmiana powinna na pierwszy rzut oka wyglądać jak ruch we właściwym kierunku. Życie rzadko rozgrywa się w linii prostej. Gdy decydowałam, co dalej, zaskoczyło mnie, jak często ludzie automatycznie zakładają, że każda kolejna praca musi być lepsza, większa albo prestiżowsza niż poprzednia. Jakby wartość człowieka rosła razem z nazwą stanowiska na wizytówce.
Dziś szukam czegoś innego. Potrzebuję zatrudnić ciało tak samo jak głowę. Potrzebuję zyskać dystans od projektów, które towarzyszyły mi przez długie lata. Potrzebuję przeżyć coś nowego, poznać inne środowisko i na czas wyjść z roli, w której funkcjonowałam tak długo, że prawie przestałam ją sobie uświadamiać. Swojej aktualnej pracy dorywczej w sklepie nie odbieram jako kroku w dół. Jest częścią mojej drogi, jako doświadczenie, które przyniesie mi nowych ludzi, nowe sytuacje i nowe spojrzenie na świat. Jako możliwość rozruszać ciało, podczas gdy głowa dostanie przestrzeń, by odetchnąć.
Ten okres wywołuje we mnie raczej ciekawość niż strach. Nie znam wszystkich odpowiedzi i nie wiem, dokąd zaprowadzą mnie kolejne miesiące. Wiem tylko, że niektóre drogi nabierają sensu dopiero w chwili, gdy naprawdę się na nie ruszamy.
Szukanie zawodowego domu
Gdy ktoś dziś zapyta mnie, co będzie dalej, odpowiadam inaczej niż kiedyś. Jeszcze kilka lat temu moja odpowiedź szłaby w stronę projektów, planów i celów zawodowych. Dziś przychodzą mi raczej ludzie, środowisko i uczucie, z którym rano wstaję i wieczorem zasypiam. W swoim życiu przeszłam przez różne role, nauczyłam się wiele nowego i poznałam środowiska, w których mogłam rosnąć. Każde doświadczenie coś mi dało i pomogło stworzyć człowieka, którym dziś jestem. Dzięki nim znam swoje mocne strony, wiem, gdzie potrafię być użyteczna, i cenię wszystko, co na swojej drodze zyskałam i kogo na niej spotkałam.
Obok doświadczeń i wyników pracy coraz bardziej odbieram jeszcze jedną wartość. Poczucie, że człowiek gdzieś należy. Miejsce, w którym ma sens być, gdzie wokół siebie macie ludzi, z którymi się rozumiecie, pracę, za którą chętnie staniecie, i środowisko, w którym możecie być sobą. Miejsce, do którego przychodzicie z energią i z którego odchodzicie z poczuciem dobrze wykonanej pracy.
Z kolejnymi latami moja uwaga naturalnie przesuwa się od połysku do istoty. Nadal lubię uczyć się nowych rzeczy, przyjmować wyzwania i rosnąć. Tę samą wagę mają dla mnie dziś relacje ludzkie, zaufanie, szacunek i zwykły wewnętrzny spokój. Znacznie bardziej zwracam uwagę na atmosferę miejsc niż na nazwy stanowisk. Interesuje mnie, jak ludzie ze sobą rozmawiają, jak sobie pomagają, jaką energię sobie przekazują i jak w takim środowisku człowiek się czuje. Gdzieś między tymi rozważaniami powoli rodzi się we mnie wyobrażenie miejsca, w którym chciałabym być. Nie ma dokładnych konturów ani konkretnego adresu. Ma jednak wartości, które są mi bliskie, i uczucie, które poznam w chwili, gdy je spotkam.
Rytuał przejścia
Każda kultura miała swoje rytuały przejścia. Chwile, gdy człowiek opuszczał jeden etap życia i dopiero szukał drogi do następnego. Takie okresy dostawały uwagę, ponieważ także droga między dwoma brzegami miała swoje znaczenie. Życie bywa złożone z momentów, których znaczenie rozpoznajemy dopiero z dystansem czasu. Ja chciałam ten uchwycić w chwili, gdy jeszcze się pisze.
Zatrzymanie Calmory
Żyjemy w świecie, który uczy nas dodawać, przyspieszać i nieustannie udowadniać swoją wartość. Rzadziej słyszymy, że czasem najodważniejszym krokiem może być właśnie zatrzymanie.
Spokój nie jest czymś, co przyjdzie dopiero wtedy, gdy wszystko będzie zrobione.
Spokój to przestrzeń, w której znajdujemy właściwy kierunek.
A czasem wystarczy pozwolić sobie na chwilę się zatrzymać, by człowiek przekonał się, że nie szuka kolejnego szczytu. Szuka miejsca, w którym może być sobą.
Spokoju można się nauczyć.